|
Zimowe ferie dobiegają już końca, a co za tym idzie kończą się związane z nimi atrakcje. Jedną z nich były warsztaty cyrkowe zorganizowane przez Gminny Ośrodek Kultury i Sportu.
W pierwszym tygodniu ferii warsztaty zawitały do Szkoły Podstawowej w Starej Białej i Zespołu Szkół w Starych Proboszczewicach. Tam na zajęcia przychodziło ok. 20 młodych mieszkańców naszej gminy. Rekord frekwencji padł podczas zajęć w Maszewie Dużym, kiedy na pierwszym spotkaniu stawiły się 34 osoby. - Muszę przyznać, że prowadzimy warsztaty cyrkowe już od kilku lat i w różnych miejscach, ale takiej frekwencji jak w gminie Stara Biała to jeszcze nie mieliśmy - mówi Małgorzata Kozłowska.
To ona wspólnie z mężem Adamem byli instruktorami podczas warsztatów. Adam Kozłowski to absolwent znanej w Polsce cyrkowej szkoły w Julinku. Jego rocznik był ostatnim, któremu udało się skończyć tę szkołę przed jej likwidacją. W Julinku uczył się żonglerki i ekwilibrystyki. Małgorzata Kozłowska przez siedem lat pracowała w cyrku. Teraz oboje przekazują swoje umiejętności podczas warsztatów, prezentują sztukę cyrkową na festynach, w domach kultury.
Podczas zajęć w naszej gminie uczyli żonglerki piłeczkami, maczugami i kółkami, ekwilibrystyki, iluzji, clownady czy kręcenia hula hop. Każda z tych cyrkowych umiejętności wymaga trochę talentu i sporo pracy. - To jasne, że przez tydzień, nawet przez trzy godziny warsztatów, nie da się opanować perfekcyjnie np. żonglowania. Ale można opanować podstawy, a później doskonalić swoje umiejętności w domu - mówi Małgorzata Kozłowska. Przyznaje, że w trakcie zajęć, ćwiczono z zapałem i z każdym dniem były widoczne postępy.
W trakcie warsztatów ich uczestnicy mieli też okazję spróbować swoich sił w jeździe na monocyklu, czyli jednokołowym rowerze, a kręcić hula hop uczyli się nie tylko na brzuchu, ale jednocześnie i na rękach, co nie jest wcale takie łatwe. Instruktorzy zdradzili im też kilka cennych rad dotyczących sztuki cyrkowej, np., że nie da się żonglować, gdy ma się zmarznięte ręce.
Wśród uczestników zajęć dominowali uczniowie podstawówek, ale np. w Starych Proboszczewicach na warsztaty przychodziła czterolatka. Niezależnie od wieku i poziomu opanowania cyrkowych sztuczek wszyscy uczestnicy warsztatów mieli sporo frajdy. - Jest bardzo fajnie - stwierdzili zgodnym chórem Adrian Godlewski i Patryk Golański, cioteczni braci i uczniowie klasy VI b ze Szkoły Podstawowej w Maszewie Dużym. O warsztatach dowiedzieli się z ulotek, które były w szkole i od swojej wychowawczyni. Obu najbardziej podoba się żonglerka. - Jest bardzo trudna i trzeba się starać, żeby coś wychodziło. Mnie już się zdarzyło, że dostałem kółkiem w głowę, ale nic się nie stało - mówi Adrian Godlewski.
Zgodnie mówią, że lepiej przyjść na warsztaty niż siedzieć przed komputerem. - Tutaj jest dużo ruchu i można się czegoś nauczyć. Nie ma sensu siedzieć w domu. A komputer jest na co dzień podczas roku szkolonego - dodaje Patryk Golański. |